Komunikat dotyczący plików cookies Niniejsza witryna internetowa, w celu zapewnienia Państwu odpowiedniej jakości usług, korzysta z plików cookies. Mogą również korzystać z nich współpracujące z nami instytucje i reklamodawcy. W przeglądarkach internetowych można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Pozostając w tym serwisie, wyrażasz zgodę na korzystanie z plików cookies.

x

  Strona główna     GALERIE     kontakt     Regulamin     mapa serwisu     powiadom o stronie     startuj z nami     drukuj stronę
Wersja językowa:  polski Deutsch
OSTATNI KOMENTARZ
~Podróżnik :: 18.08.2017 16:31
Fajna Gmina czysto i pełen porządek tak trzymać
niedziela, 20 sierpnia 2017 08:02   Imieniny: Bernarda, Samuela, Sobiesława

Szukaj hoteli:

Data zameldowania

calendar

Data wymeldowania

calendar
Wspomnienia L--h
Statystyki serwisu
obecnie gości: 155
odwiedziło nas: 74307831
liczba odsłon: 203036748
liczba stron: 5556
komentarzy: 68911
Ostatnio aktualizowane strony
 XV edycja Muzyki w Raju
 Przedsionek Raju 2017
 Przystanek Woodstock 2017
 HOTELE
 Lato Muz Wszelakich 2017
 Jacek Frąckiewicz – Malowidła
 Lubuskie Lato Filmowe 2017
 Spływ po rzece Obrzyca
 Muzeum Obozów Jenieckich
NAJCZĘŚCIEJ OGLĄDANE
 AKTUALNOŚCI
 Ciekawe miejsca
 Wirtualna wycieczka
 Trasa dojazdu
 Podziel się widokiem
 Muzyczne
 Kulturalne
 Sportowe
 Cykliczne
NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE
 KONOTOP
 GOŚCIM
 GĄDKÓW WIELKI
 SYCOWICE
 GMINA SZCZANIEC
 BOBRÓWKO
 RĄPICE
 OPALEWO
 SIERCZ
Strona główna «  HISTORIA  «  Wspomnienia  «  Wspomnienia L--h  
Wspomnienia L--h

 

Redakcja portalu Ziemia Lubuska ma zaszczyt przedstawić Państwu zbiór wspomnień, dotyczących powojennego Gubinka, autorstwa internauty o nicku
L--h. Serdecznie polecamy!

Na tę stronę wszedłem przypadkowo (...) Chciałbym wnieść trochę wiadomości
z początków zaistnienia Gubinka, jako miejscowości po II wojnie światowej.

Ojciec mój, jako oficer WP, w ramach osadnictwa na ziemiach Odzyskanych (które wówczas zwano ziemiami wracającymi do Macierzy) sprowadził Mamę i mnie, a wraz z nami bliższą i dalszą rodzinę aż z lubelskiego. Przyjechaliśmy wagonami towarowymi pod koniec 1945 r. i wcale ta zima nie zapowiadała się lekko, zarówno pod względem pogody (duże mrozy), nie mówiąc już o aprowizacji, a konkretnie: panującym głodzie. Miałem wówczas 5 lat i za sobą nieszczęścia spowodowane przez niemieckich i ukraińskich nacjonalistów z czasów wojny. Doznałem ich właśnie w tamtych, umiłowanych z racji urodzenia, lubelskich stronach, gdzie, jak mówiła moja Mama: "słońce jest bliżej ludzi". Wtedy właśnie przyjechaliśmy do Gubinka.

Zima przełomu roku 1945/46 dała się mocno we znaki szczególnie dzieciom. Brak witamin (pamiętam z własnego doświadczenia) powodował owrzodzenia, szczególnie nóg, a dotyczyło to prawie 100% ówcześnie żyjących dzieci. Ze względu na brak jakichkolwiek reakcji farmakologicznych, gojenie przedłużało się w nieskończoność. Po ciężkiej zimie wiosna 1946 r. zapisała się wielką niespodzianką, którą niektórzy widzieli po raz pierwszy. Niespodzianką tą była powódź, spowodowana przez wylanie Nysy - rzeki granicznej, z której, jako mieszkańcy, nigdy nie mogliśmy korzystać. Woda zalała pobliskie pola i łąki do tego stopnia, że w dużej wannie pływaliśmy wraz z kolegami niczym łódką.

Warto też napisać parę zdań o Nysie - rzece, o której jako dzieci po prostu marzyliśmy, by się w niej kąpać, pluskać, czy zwyczajnie poleżeć nad wodą. Niestety, Nysa stała się rzeką graniczną, zaczęto robić ogrodzenia, zaorywać pasy, a jedyną osobą, która mogła chodzić poza te wszystkie zabezpieczenia był pan Maciejewski, tzw. wałowy - niesamowicie spokojny, solidny i dobry człowiek. Była to osoba opiekująca się, a właściwie konserwująca zabezpieczenia przeciwpowodziowe, czyli wały i łąki. W tamtych czasach bardzo często zdarzały się przypadki przekraczania granicy na zachód, chociaż wiem też o nielicznych przejściach na naszą stronę. Noce bywały bardzo niespokojne, budziły się "demony" - ówczesny WOP uaktywniał się maksymalnie. W dodatku brak elektryczności dodawał niekiedy wielkiej grozy, a ludzie się bardzo obawiali, ponieważ sytuacja z granicą nie była pewna. Dodam, że strażnica WOP-u znajdowała w Sękowicach, a kolejna
w Polanowicach.

Ludność cywilna też, w celu dbania o bezpieczeństwo wsi, organizowała patrole mieszkańców w składzie 2 osób, które to patrole przekazywano sobie dobowo, zgodnie z numerami domów. Osoby będące na patrolu, zwanym mylnie wartą, posiadały upoważnienie do poruszania się w godzinach nocnych, bo ruch w tym czasie był mocno ograniczony, a wręcz zakazany. Tolerowane były tylko tzw. przypadki zagrożenia życia. Zmieniło się to trochę kiedy do Gubinka doprowadzono energię elektryczną, tj. na przełomie 48 i 49. Lato roku 1946 było bardzo ładne. Mama wraz z Babcią zmagają się z codziennością. W dalszym ciągu są poważne trudności z pozyskaniem jedzenia. Sprawa bardzo się polepszyła z chwilą otrzymania krowy, o ile dobrze pamiętam, to z "UNRY". Z tej instytucji otrzymaliśmy też kilka razy paczki żywnościowe.

Gubinek po naszym przyjezdzie w 1945 r. wyglądał inaczej niż dziś. Przede wszystkim było więcej zabudowań. Niektóre były naruszone przez działania wojenne i potem sukcesywnie rozbierane podobnie jak "pół" Gubina, a cegły z rozbiórki wysyłano do odbudowy Warszawy. Rozbierano też dobre domy, tylko dlatego że nie było do ich zasiedlenia wówczas chętnych. Nie rozumiem natomiast dlaczego rozebrano nienaruszony dom piętrowy o pomieszczeniach restauracyjnych, w których odbywały się zabawy mieszkańców i nie tylk. Służył on również do zebrań ogólnych wioski. Muszę wspomnieć, że była tam również sala ze sceną, na której wystawiano jednoaktowe sztuki teatralne, bowiem istniało amatorskie kółko teatralne, którego organizatorem była moja Mama. W tym miejscu dodam, że pewna część ludzi była analfabetami i chodziła na kursy prowadzone też przez moją Mamę w tym przepięknym domu. Naprzeciwko tej "świetlicy" mieszkała rodzina p. Szatkowskich. Wszystko odbywało się przy lampach naftowych.

W roku 1946/1947 uczęszczałem do przedszkola w Sękowicach. Chodziłem bardzo chętnie. Możliwość spotykania się ze swoimi rówieśnikami była rzeczą niesamowitą. Program edukacyjny poprzez zabawę wyrabiał u uczestników szersze spojrzenie na otaczającą rzeczywistość. Trzeba pamiętać o tym, że byliśmy pokoleniem urodzonym w straszliwych warunkach wojennych i zabawa w przedszkolu była dla nas nieznanym światem, do tego bardzo kolorowym. Do Sękowic, mimo że na skróty polną drogą trzeba było przejść 1,5 km, chodziłem zawzięcie nawet zimową porą, która na przełomie roku też nas nie rozpieszczała. Twardo, razem z moją siostrą cioteczną Aleksandrą, chodziliśmy dzień w dzień, aż do uroczystego zakończenia roku. Do dzisiaj i po wsze czasy będę pamiętał wspaniałą, wprost nadzwyczajną Panią Fatalską, która była kierowniczką i jedną z wychowawczyń, a której dziękuję za te niezapomniane chwile małego przedszkolaka. Niestety, nie wszyscy rodzice rozumieli sens posyłania swoich dzieci do przedszkola, dodaję że było ono wówczas bezpłatne. Różnica w poziomie wiedzy między dziećmi w/w ujawniła się już
w pierwszej klasie szkoły podstawowej.

Zmorą rodziców lat powojennych była obawa o swoje dzieci. Działania wojenne
w Gubinie i okolicach, dodam że bardzo poważne, pozostawiły ogromne ilości porzuconej broni i amunicji, nie mówiąc już o minach, niewybuchach i niewypałach. Do dzisiaj pamiętam stojące przy drodze w Sękowicach działo podwójnie sprzężone kalibru około 30 mm. Ja z braćmi ciotecznymi w lasku, między Gubinkiem
a Sękowicami, znaleźliśmy karabin potrójnie sprzężony z pełnymi zasobnikami amunicji. Najgorsze jednak były znajdywane granaty, czy niewybuchy. Z braćmi ciotecznymi: Heńkiem i Marianem, chodziliśmy często po obrzeżach Gubinka. Pewnego razu Marian znalazł granat przeciwczołgowy i postanowił go zdetonować o mur szkoły poniemieckiej. Była to ruina w pobliżu boiska do siatkówki, naprzeciwko gospodarstwa pana Cebuli. Nie całkiem zdążyliśmy z Heńkiem zejść do piwnicy tego domu, gdy nastąpia detonacja i w ten oto sposb straciem brata ciotecznego Mariana... Informacje z okolic zawierały takie tragiczne wieści bardzo często...

L--h

 Komentarze (0)  
Pogoda w regionie
[20.08.2017 07:54]

Clear
Temperatura: 14.1°C
Wilgotność: 81%
Ciśnienie: 1019hPa (Steady)
Wiatr: 3.2km/h,  SW
Uniwersytet Zielonogórski
MDO

SONDA
[30.05.2017]
Gdzie spędzisz tegoroczne wakacje?
Na ziemi lubuskiej
Nad polskim morzem
W polskich górach
Za granicą
W wielu, różnych miejscach
Gdzieś indziej (miejsce nie wymienione powyżej)
Nie wyjeżdżam na wakacje
 

Copyright © 2004-2017 amb software | Wszelkie prawa zastrzeżone | Wykonanie: amb software
Polecamy przeglądarkę Mozilla Firefox.
...

Request served in 0.50 sec